Podróż do... Santiago de Compostela

Wyprawa rowerowa do Santiago de Compostela wywarła na nas ogromne wrażenie.. krajobrazy, smaki i atmosfera Hiszpanii- te wspomnienia zachowamy dla siebie! Poniżej zamieszczamy krótkie opisy i refleksje przysyłane z dnia na dzień przez naszych uczestników! :)

St. Jean Pierd de Port...
Jesteśmy w St. Jean Pierd de Port. Ale tak na tę miejscowość mówią tylko przyjezdni i Francuzi. Dla Basków, którzy stanowią zdecydowaną większość w miasteczku, to Donibane Garazi. Pięknie, wiekowo, mistycznie i drogo. Nowoczesny pielgrzym na Camino to gość z malutkim plecakiem, ale za to z grubym portfelem! Dziś ruszamy na pierwszy etap, co nas czeka? To wie tylko św. Jakub. Na tę chwilę mamy awarię centralnego zamka w naszym busie i nie możemy dostać się do sprzętu. Ale poradzimy sobie i z tym. Przecież to nie droga jest trudnością ale trudności drogą...

Logrona...
Jesteśmy w Logrona. 661,5 km od Santaigo de Compostela. Upał i jazda po górkach dają nam w kość. Dziś przejechaliśmy przez Góry Przebaczenia. Co nas czeka jutro? To wie tylko św. Jakub...

Burgos...
Wczoraj dłuuugi etap, 125 km. Słońce, asfalt i tiry-  tyle widziałem, goniąc grupę. Niestety,  w Logrono urwałem śrubę w siodełku i złapałem 3 h spóźnienia. Przez Góry Oca dotarliśmy do Burgos. Podjazdy już nie tak ostre, ale na 1150 m i tak trzeba było się wydrapać. Miasto piękne,  jednak nie mieliśmy za dużo czasu,  by pozwiedzać. Dziś kolejny etap i zmiana techniczna kierowcy. Dokad dojedziemy?


Carrion de los Condes...
Wczoraj pokonaliśmy 85 km spokojnymi terenami Castylii i Leon.  Nocleg wypadl nam w Carrion de los Condes. Malutkie miasteczko, ale z jaką historią... . Wiemy, ze kilka osób jedzie z nami w pl.,  tzn. stara się na rowerku kręcić takie same odcinki jak my tutaj.  Może kiedyś pojedziemy od Sandomierza do Santiago, bo przecież polski szlak Camino też istnieje! To by było dopiero wyzwanie! A tak naprawdę Camino ma swój początek i koniec, ale etapy nie kończą się ani w Leon, ani w Bugros- te etapy to nasze życie.

Leon...
Jesteśmy w Leon. Ciekawe, co na to Petrażycki i Chwistek - powiedział do mnie jeden z uczestnikow naszej drogi. Pokonaliśmy ponad 110 km. Katedra wspaniała, klimat miasto ma ciekawy, szczególnie wieczorem warto wyskoczyć na małe uliczki starówki. Pogoda nadal nam sprzyja. Dziś droga po równinach, spokojna jazda, pełna przyjemności. Ale od jutra szykujemy się do spotkania z Sierra Leon, co oznacza koniec spokojnych etapów. 

Sierra Leon...
Dziś przez piękną Astorgę dotarliśmy do podnóża Sierra Leon. Krajobraz bardzo się zmienia. Kto pamięta jeszcze winnice Nawarry czy bezkresne pola Kastylii? Teraz dominują pagórki i lasy. Nawet ziemia ma tu inny kolor. Ale piwko tak samo dobre! Do tej pory zrobilismy 565 km. Muszę powiedzieć, że komfort i bezpieczeństwo jazdy są na wysokim poziomie. Hiszpańscy kierowcy bardzo uważają na rowerzystów i są niezmiernie kulturalni (oczywiście wyjątki zawsze istnieją, ale uznajmy, że potwierdzają ogólną regułę). Nie wspomnę już o miejscowym systemie dróg... Tak, co klasa to klasa.... . Zatem idę na pierwszy ostry podjazd dzisiejszego odcinka.  

Cordillera Cantabrica...
Z Sierra Leon przejechaliśmi w Cordillera Cantabrica, po drodze mijając Ponferade i jej piękne zabytki. Wokół jest bardzo zielono, znowu pojawiło sie wino! Tym razem przeważają uprawy białego grona. Ostatni nocleg wypadł nam w Foncebadon na 1440 m. Spaliśmy jak prawdziwi pielgrzymi, na podłodze w kościele, muszę przyznać, że to był najlepszy nocleg na całej trasie, przynajmniej dla mnie. Rankiem mieliśmy piękny wschód słońca z widokiem na równinę, na której leży Astorga. Moją uwagę zwróciła też Villafranca del Bierzo, piękne miasto, z kilkoma spektakularnymi zabytkami i doskonała atmosfera. Ale Camino wzywa, zatem wracam na szlak.

Galicja...
I wjechaliśmy do Galicji. Galicjo chmurna, Galicjo deszczowa przed zimnym wiatrem pod strzechy się chowam, zaszumiałaś nam liścmi co z drzew opadły, jutro znów tu wrócę by poszukać prawdy...no właśnie gdzie jest prawda o Camino? W sztucznie windowanych cenach? W tych przepysznych kościołach zbudowanych za złoto z Ameryki Południowej? W tej politycznej układance, która przyczyniła się do jej powstania? Każdy może mieć własną prawdę i własne Camino. Właśnie za to trzeba dziękować Bogu.

W Arca...
Stąd do Santiago jest zaledwie 19 km. Pod hiszpańskim niebem nieśpiesznie jedziemy do celu, karmimy zmysły zapachem spadających liści, barwami wczesnego poranka. Te wschody słońca stały sie dla nas ważne jak pogański obrzęd, żyjemy w rytmie słońca, żyjemy w rytmie ziemi, żyjemy w rytmie płynącego szlaku. Nawet nie zauważymy kiedy przepłyniemy przez Santiago. A to przecież był nasz cel! Przecież to miało coś zmienić, coś nowego miało się zacząć... . Za górą góra, za celem kolejny cel, dokąd to wszystko prowadzi?


Santiago de Compostela...
Dziesiątego dnia Camino docieramy do Santiago. To uroczysty dzień dla każdego. Ostatnie 20 km wiedzie przedmieściami miasta, które akurat tego dnia są spowite gęstą mgłą. Wreszcie plac przed katedrą, inni pielgrzymi, radość z ukończonej drogi. Długo jednak tu nie będziemy, ruszamy do Finisterry, na przylądek, który kiedyś był uznawany za koniec świata. Tu na klifie podziwiając zachód słońca jemy kolację. Fale oceanu rozbijają się o skały pod nami. Teraz tylko 3400 km jazdy i 48 godzin w aucie, żeby wrócić do domu. Jeszcze nie skończyliśmy wyprawy, ale już planujemy kolejną. Może właśnie na tym polega magia drogi?  






« powrót